Surprise? Raczej nie

rakieta

Redzikowo świętuje,
Ołbama coś szykuje,
Polsza oszukaną się czuje,
a Rossija „triumfuje”.

Powyższa rymowanka mojego autorstwa (z czego wcale nie jestem dumny) oddaje z grubsza sytuację z 17 września. Na coś się zanosiło od pewnego czasu, komentarze rządu w sprawie tarczy stały się powściągliwe i nagle BAM! Bańka pękła. Ponoć nieco szybciej niż się spodziewano. Uporządkujmy jednak fakty.

Wieczorem 16 września w USA, a w Europie Środkowo-Wschodniej w nocy 17 września, prezydent Obama zatelefonował do premiera Republiki Czeskiej Jana Fischera i premiera Polski Donalda Tuska. Pierwszy odebrał, a drugi nie. Zdziwieni? A mnie dziwi dlaczego Obama nie ma jeszcze Plejfresz. Taniej by było… A poważnie mówiąc, Tusk może i dobrze zrobił przekładając rozmowę o paręnaście godzin. Miał czas na przygotowania, spotkanie z amerykańską delegacją i konsultacje z doradcami. Ponadto pokazał, iż nawet Prezydent Stanów Zjednoczonych musi poczekać na swoją kolej i nie może żądać rozmowy o każdej porze dnia i nocy.

Przed południem już było wiadomo. Świat obiega wiadomość: USA rezygnują z radaru w Czechach i wyrzutni rakiet przechwytujących w Polsce (choć informacje o Polsce wciąż są jeszcze nieoficjalne). Po południu Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski rozmawiał telefonicznie z sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Hilary Clinton, a Tusk z Obamą. Potwierdzają się wszelkie wcześniejsze informacje: Obama torpeduje (nomen omen) projekt swojego poprzednika o rozmieszczeniu na wschodzie Europy elementów tarczy antyrakietowej. W oświadczeniu wydanym na konferencji prasowej (oryginał) podaje dwie przyczyny takiej decyzji. Po pierwsze wywiad amerykański podał, iż irański program nuklearny jest mniej zaawansowany niż sądzono. Po drugie poczyniono znaczne postępy w technologii przechwytywania rakiet zarówno naziemnej jak i morskiej. Skupiono się na obniżeniu kosztów, podwyższeniu efektywności i doceniono rolę okrętów z przenośnymi wyrzutniami (Aegis). Prawie natychmiastowa dostępność tych środków była również nie bez znaczenia.

Republikanie oczywiście krytykują decyzję rządu i nazywają ją krokiem wstecz jeśli chodzi o obronność kraju. Szczególnie były kandydat republikanów na prezydenta John McCain zarzuca Obamie ulegliwość wobec Rosji. Szczerze mówiąc, gdy widzę w komentarzach dość często występujące słowo „appeasement” to przechodzą mnie ciarki. Już raz w historii używano tego słowa. I my dobrze na tym nie wyszliśmy (link).

Co na to wszystko Polska? Wyłaniają się dwa obrazy. Z jednej strony smutek, rozczarowanie i trochę wstyd, że zrobili nas „w jajo”. Lecz z drugiej strony taka sytuacja stawia Polskę w bardzo korzystnej i jak twierdzi premier Tusk ekskluzywnej sytuacji. Nie dość że Ameryka „wisi” nam przysługę to jeszcze Rosjanie rezygnują z rozmieszczenia Iskanderów w Obwodzie Kaliningradzkim. No, może to sukcesem nie jest, bo bez bazy w Polsce by ich tam nie było, lecz znając rosyjską mentalność mogli oni tak czy siak „domilitaryzować” i tak już nieźle uzbrojony kawałek ziemi sąsiadujący z Polską.

Zdania zwykłych Polaków są podzielone. Większość uważa, że stało się dobrze. Lewica się cieszy, a opozycja wini za wszystko premiera i rząd. Za to że amerykanie wycofują się z tarczy w Polsce i Czechach odpowiadać ma Tusk. Jasne. Lada dzień można spodziewać się wypowiedzenia wojny przez Republikę Czeską za to, że premier zrujnował im plany na współpracę z USA. Najpewniej zaatakują od morza. A z Moskwy już leci najwyższe odznaczenia za zasługi dla Federacji Rosyjskiej. Lśniący Order Putina. W futerale. Więc jaki bilans dla Polski? Logika podpowiada, że najprawdopodobniej dostaniemy coś w zamian. Czy to „coś” będzie dla nas korzystne to już inna sprawa. Na razie mamy zagwarantowane ponoć uzbrojone Patrioty (a nie jak wcześniej szkoleniowe).

A co na to Rossija? Świętują kolejne zwycięstwo. Premier Putin nazwał decyzję Obamy mądrą i odważną, a prezydent Miedwiediew jest gotowy do „kontynuowania dialogu”. Na razie się cieszą, nie wiedzą do końca jednak co Polsza dostanie w zamian. Rosja stara się zawrzeć porozumienie o redukcji zbrojeń strategicznych w miejsce wygasającego układu START. Pomóc ma w tym „reset” stosunków między USA a Rosją. Moskwa twierdzi, że działania amerykanów nie zostały nie zauważone.

Czesi, jak wynika z sondaży, w większości popierają decyzje Obamy, w szczególności czeska lewica nie kryje satysfakcji z rezygnacji z planów tarczy. Według niej Czesi mogą czuć się o wiele bezpieczniej. Ciekawe. Przecież to w Polskę miały być wycelowane celowniki rosyjskich Iskanderów.

Media całego świata komentują tę sytuację. Czy to zdrada sojuszników? Czy to mądre posunięcie Obawy? Czy to sukces Rosji? Co na to Iran? Kto ile zyska i gdzie? Czy data było nie przypadkowa?

A właśnie, data. 17 września. Amerykańskie media zaznaczają, iż administracja Obamy mogła być bardziej wrażliwa jeśli chodzi o tę niefortunna datę. Dużo mówi się, że „zdrada” amerykanów przykro kojarzy się ze zdradą sowietów. Podkreślają też obecność tego samego kraju, choć o innej nazwie, w obu przypadkach. A Kaczyński (nie wiem już który) pienił się i krzyczał, że data wybrana specjalnie by sprowokować, by poniżyć, by pokazać kto „pany”, a kto „uczynił Polsce despekt”…

Moim zdaniem cały ten „problem” niefortunnej daty akurat nie jest problemem w zupełności. Ja osobiście dziękuję administracji Obamy za wybranie tej daty. Dlaczego? A wystarczy poczytać zagraniczne artykułu w Internecie. Przynajmniej w co piątym przypomina się, że 17 września mija 70. rocznica sowieckiej inwazji na Polskę. Inwazji, ataku, ciosu w plecy. Zagraniczne media nie zajmują się szczegółami, nie podają: sowieckiej inwazji dla Polaków, dla innych narodów wyzwolenia, a dla sowietów ratunku swoich obywateli. Piszą krótko, ale jednoznacznie o czymś strasznym dla Polski. Tym sposobem świat (a głównie amerykanie) dowiedział się, że w czasie II Wojny Światowej ZSRR wkroczył na polskie tereny jako agresor. Z pewnością lepsze uświadomienie niż nudnawe ceremonie czy krótkie wzmianki w europejskiej prasie.

Jeszcze jedna uwaga. Media podają, iż dotychczasowy Ambasador USA w Polsce Victor Ashe przestał pełnić swoja funkcję. Warto jednak zaznaczyć, iż decyzja Obamy nie miała na to wpływu. Nie było tak jak większość mogła by sądzić: nie ma tarczy, to gruby wypada. Ashe (swoja droga przesympatyczny człowiek – miałem okazję do rozmowy z nim w jego rezydencji w Warszawie) jest republikaninem i po wyborze demokraty na prezydenta musiał liczyć się z odejściem. Kadencja ambasadora miała zakończyć się 6 lutego, jednak został poproszony o pozostanie jeszcze na swoim stanowisku do wyłonienia zastępcy. 9 sierpnia złożył rezygnację, która miała wejść w życie we wrześniu. Osobiście dziękuję mu za 5 lat służby w Polsce i witam nowego Ambasadora Lee A. Feinsteina.

Konkluzja: Obama podczas swojej kampanii prezydenckiej głosił hasło „change” (zmiana). I zmiana nastąpiła. Nie od dziś wiadomo, że demokraci niechętnie patrzyli na projekt tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Wolą go zastąpić innym, nie mniej skutecznym rozwiązaniem. Myślę, że jeszcze za wcześnie na definitywne podsumowywanie. Podejrzewam, że kolejny wpis wciąż będzie kontynuował ten temat rozwijając go i wyjaśniając; za dwa tygodnie część spraw powinna być już jasna. A tym czasem zacytuję pewien zagraniczny artykuł: „Dear Poland, Happy Soviet Invasion Day. Love, Uncle Sam.”

Link 1, Link 2, Link 3, Link 4, Link 5, Link 6, Link 7

2 odpowiedzi na „Surprise? Raczej nie

  1. DonParfait pisze:

    Bardzo dokładna i ciekawa analiza. Rozwala ostatnie zdanie.

  2. Kasia pisze:

    jestem pod wrazeniem :)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.